Spotkanie 3: Bunt porządnych

Lectio divina

Carlo Carretto. Listy z pustyni. 107-113

Bunt ludzi prawych.

To, że wybrałem ostatnie miejsce jako zadanie związane z moim powołaniem, nie ma właściwie jeszcze żadnego znaczenia: jedyne, co się liczy w tym wypadku, to właśnie usiłowanie, żeby wytrwać na tym miejscu przez wszystkie dni mojego życia. A to jest niezmiernie trudne.

Jest w ludzkim sercu taki wrzód, który nabrzmiewa z upływem lat: jest nim wrzód ofiarnictwa. Nikt nie jest wolny od tego zła i dopiero bardzo późno udaje się duszy odkryć je i, oby Bóg to sprawił, usunąć je! Ofiarnictwo jest klasyczną postawą człowieka Starego Testamentu, który to człowiek w stosunkach z bliźnim kieruje się tylko sprawiedliwością.

Przypatrzmy się jakiejkolwiek rodzinie. Zwykle ciężar codziennego trudu jest nierównomiernie rozłożony i przeważnie spoczywa na jednym z jej członków, najczęściej na matce. Plecy, na których spoczywa ten ciężar całymi latami, garbią się z wysiłku i przez to jednostronne poświęcanie się pozostali członkowie tej małej wspólnoty mogą żyć w spokoju. Ale pamiętaj, że pod tymi plecami jest serce, a w tym sercu stopniowo narasta wrzód, nabrzmiewa on podczas długich milczących rozmyślań.

I oto pewnego dnia, czy to na skutek większego wysiłku, czy to z powodu nakłucia, wrzód pęka i rozlewa się po całym ciele jego subtelna trucizna! Dość tego, raz wreszcie koniec z tym! Cały czas byłam służącą, a wyście tego nawet nie zauważali. Poświęcałam swoje życie, a wy zabawialiście się... itd., itd.

Kiedy do czegoś takiego dochodzi — a dochodzi — w jakiejś wspólnocie zakonnej albo w zgromadzeniu pobożnych dusz, burza jest o wiele gwałtowniejsza; i często nawet ściany budynku o mało nie runą. Jest to chwila gwałtownego buntu, a rozlana trucizna jest tak silna, iż może porazić nawet samą miłość.

Musimy jednak przyznać, że ta matka ma rację. Dla sprawiedliwości musimy stwierdzić, że poświęcała się dla swoich najbliższych. Inni w rodzinie zapewnili sobie różnorakie przywileje; ona nie: pracowała, zabiegała, broniła, wspomagała. Ale jest jeszcze w tym coś poważniejszego, coś, co naprawdę sprawia cierpienie: nie została zrozumiana. Wszyscy przechodzili obok tego jej poświęcania się dla nich, nie doceniając go, nie zauważali, jak płakała w milczeniu...

Każdy z nas w tej chwili mógłby opowiedzieć swoje przeżycia i doświadczenia; i rzecz dziwna, każdemu z nas się wydaje, że jest w dokładnie takiej samej sytuacji jak ta matka, każdy z nas czuje się ofiarą kogoś lub czegoś. Tak uważa ten, kto miał dzieciństwo pozbawione czułości, kogo źle potraktowano w urzędzie, kto nie został należycie doceniony przy rozdawaniu awansów, kto został niewinnie aresztowany, kto myśli, że zachorował na gruźlicę z powodu kichnięcia sąsiada, kto nie został właściwie zrozumiany przez biskupa, kto został zmuszony do ustąpienia z wysokiego stanowiska i kto został skierowany do kuchni zamiast być mianowanym przełożonym klasztoru.

Ale w tym wszystkim najdziwniejsze jest to, że każdy z nas ma rację i że to, co mówimy, jest prawdą. Niełatwo jest w długim życiu ludzkim, zważywszy na gąszcz, w jakim tkwimy, uniknąć czyjegoś grubiaństwa, niesprawiedliwości, szturchnięcia, a nawet kuli z pistoletu. I wówczas to, pod ciężarem tej niesprawiedliwości albo leżąc w łóżku z powodu choroby, w którą wpędzili nas inni, zaczynamy zdawać sobie jasno sprawę z tego, czym jest ofiarnictwo. Jest to cierpienie nie do zniesienia; tym bardziej nie do zniesienia, że nie rani w nas już jakiejś cząstki tylko, ale uderza w całe nasze jestestwo, aż do najgłębszych jego korzeni, w nasze powiązania z Bogiem, w nasze stosunki z bliźnimi.

Jakże mogę kochać brata, prawdziwie kochać tego brata, który żyje każdego dnia kosztem mojego trudu i który odpłaca mi ze swej strony obojętnością i często pogardą? Jakże mogę czuć się dobrze w klasztorze, gdzie moi współbracia nie chcieli dojrzeć moich prawdziwych zalet i nie docenili moich zasług? Jakże mogę pracować jeszcze z zapałem w fabryce, w której awansowano jakąś miernotę, a mnie odtrącono, skazując dalej na codzienną monotonię? Nie, to nie jest już możliwe; i w rzeczywistości nie kocham już, nie potrafię już kochać. Ale nie kochać, nie potrafić już kochać nie jest czymś błahym, jakąś małą sprawą, obok której mógłbym przejść obojętnie.

Świadczenie miłości, czy się chce, czy się nie chce, jest celem mojego życia, jest uzasadnieniem mojego istnienia, jest jedyną prawdziwą radością, z której można czerpać zawsze, nie nasycając się nigdy.

I rzeczywiście, gdy przestaję kochać, radość opuszcza mnie, a mój wewnętrzny spokój zostaje zmącony.

Podczas bezsennych nocy czuję, jak toczy mnie robak, wyczuwam, jak trucizna przenika w głąb mojego ducha i jak mnie paraliżuje. Próbuję się modlić, ale nawet sama modlitwa stała się pełna goryczy, pozbawiona sensu.

Można by powiedzieć, że niebo nie daje mi już odpowiedzi. Mojemu okrzykowi domagającemu się sprawiedliwości wtóruje całkowite i przerażające milczenie. Można by powiedzieć, że tam w górze coś się zmieniło i że te same kanony, na których opierało się stare prawo, nie wzruszają już wcale sprawiedliwego Boga.

Tak, jest właśnie tak. Bóg sprawiedliwy obrócił na zawsze kartę sprawiedliwości. Ta karta była piękna, była prawdziwa, ale była niedopisania, przede wszystkim nie wyrażała dynamiki działania Boga, nieskończoności Boga. Śmiertelnemu człowiekowi w ślepym zaułku grzechu te kanony sprawiedliwości i prawdy nie potrafiły zapewnić zbawienia. Potrzeba było czegoś więcej; i to było tajemnicą ukrytą od wieków w Bogu.

I oto przyszedł Jezus!

Ale swoi Go nie przyjęli. I nie tylko nie przyjęli, ale Go wypędzili z miejsca zamieszkania, jak kozła ofiarnego, na pustynię. Cała ludzkość wystąpiła przeciw Niemu, ubiczowała Go, opluła, znienawidziła. A Jezus, całkowicie niewinny, naprawdę niewinny, dobrowolnie schylił głowę pod razami; nie przyzywał sprawiedliwości i płacił cierpieniem na swym ciele i duchu za grzechy wszystkich ludzi.

Od tej chwili i na zawsze zostało ustanowione prawo przebaczenia, miłosierdzia i miłości, które stoi ponad sprawiedliwością- Po wydarzeniu na Kalwarii wewnętrzny spokój człowieka nie zależy już tyle od prawdy i sprawiedliwości prawa, ile raczej od miłosierdzia rozdartego serca Boga, który stał się dla nas „grzechem" w Jezusie Chrystusie. Skończyła się epoka ofiarnictwa, a została zapoczątkowana przez Jezusa dynastia „dobrowolnej ofiary". Jest to prawdziwa ofiara, milcząca ofiara, ofiara, którą można porównać z barankiem, ofiara, która chce być ofiarą i która unicestwia w ogniu swojej miłości chwasty niesprawiedliwości.

„Bóg miłuje radosnego dawcę"(2Kor 9,7), mówi św. Paweł; ofiara jest tym radosnym dawcą.

Bóg jest radosnym dawcą w swoim Chrystusie; Jego dar jest nieodwracalny; przebacza, i to zawsze, wszystkie grzechy; przywraca utracone dziewictwo, tchnie na nowo życie w wyschnięte kości grzesznika, przemienia ladacznicę w Marię Magdalenę, lekkoducha w świętego Franciszka. Życie zatryumfuje nad śmiercią, a wiosna powróci ze swoją pięknością do ziemskiego gnojowiska.

„Jam zwyciężył świat", zawołał Chrystus, czyniąc ofiarę ze swojego życia; i oto radość powraca, by ukwiecić naszą udręczoną cierpieniem miłość.

Tak; to, co stoi ponad sprawiedliwością, również i ja muszę osiągnąć.

Ażeby pokonać tę gangrenę ofiarnictwa, muszę wspiąć się na tę stromą górę, jak Jezus, muszę piąć się po zboczu mojego cierpienia i to z wysiłkiem, by następnie zejść ku moim braciom, ku moim wszystkim braciom, a w pierwszym rzędzie ku tym, których moje zaćmione oczy ch

cą widzieć jako przyczynę moich nieszczęść.

Nie ma innego wyjścia. Jest to warunek sine qua non prawdziwego spokoju i zażyłości z Jezusem.

Dopóki będę tracił czas na samoobronę, nic nie osiągnę i pozostanę na uboczu prawdziwego chrześcijaństwa, oddalony od głębokiej znajomości Serca Jezusa. Powinienem raz wreszcie zaniechać wyliczania swoich racji, ponieważ przed sobą zawsze znajdę brata, który wymieni swoje i spór będzie się toczył w nieskończoność.

Przebaczyć, naprawdę przebaczyć, oznacza w rzeczywistości przekonać siebie, że zasłużyliśmy na zło, które nam uczyniono. A co więcej: że trzeba cierpieć w milczeniu. A ponadto: że błogosławieństwo jest przeznaczone dla tych, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości, jak to powiedział Jezus. Głupotą byłoby tracić z powodu próżności albo pychy cenną wartość takich momentów cierpienia i prześladowania.

Co powiedzieliby ludzie, gdyby, idąc za Jezusem, nagle ujrzeli, jak On się odwraca, pełen gniewu, do człowieka, który Go uderzył i jak krzyczy do niego: „Czy ty wiesz, kim Ja jestem?"

Ale nie. Jezus nie odwrócił się, aby się bronić, do tych, którzy Go znieważali; nie odwoływał się do swoich

zasług ani nie chwalił się przed tłumem, który Go wiódł na śmierć krzyżową. Nade wszystko nie czuł do nich nie­nawiści w swoim Sercu i nie zamierzał ich czym prędzej posłać do piekła.

Ta nowość miłości Jezusa ukazuje się tutaj w całej peł­ni; On tak dobrze jej nauczał, a św. Łukasz tak dobrze to ujął i wyraził:

„Lecz powiedziałem wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty".2

Duch Jezusa jest tak jednoznaczny, jest tak bardzo je­dyny w swoim rodzaju!

Św. Paweł, który bez wątpienia najlepiej potrafił wy­razić i oddać tę głębię ducha Serca Jezusowego, kiedy chciał podać zasady postępowania chrześcijanina w stosun­ku do Boga i do bliźniego, tak napisał w liście do Filipian:

„To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystu­sie Jezusie.

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie,

stawszy się posłusznym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej".3

W tych paru wierszach jest streszczenie wszelkich cnót i całej doskonałości.

„To dążenie Jezusa niech was ożywia." To „dążenie Jezusa", to Jego pragnienie uniżenia się, ażeby spełnić wolę Ojca i ażeby zbawić człowieka pozo­stanie na zawsze arcydziełem miłości Chrystusa.

Oto dlaczego nie wystarcza prawda i sprawiedliwość; oto dlaczego wzywa się nas, abyśmy poszli nieco dalej.

Im większe będzie w nas „dążenie do uniżenia się na podobieństwo Jezusa", tym głębsza pokora zapanuje w naszym sercu i tym większy spokój przepełni nasze życie.

W rzeczywistości tych kilka linijek mówi wszystko o świętości człowieka na ziemi.

Medytacja

Mt 5,43-48

› Koniecznie przeczytaj powyższy fragment C.Caretto.

› Przypomnij sobie sytuacje kiedy czułeś się wykorzystywany przez innych, miałeś wrażenie, że inni żerują na twoim wysiłku.

› Jak się wtedy czułeś? Co o nich myślałeś? Co chciałeś im wtedy powiedzieć (lub powiedziałeś)?

› Czy C.Caretto opisuje ciebie? Spróbuj utożsamić się z osobą przez niego opisywaną. Co myślisz o określeniu takiej osoby: „ofiarnictwo”?

› Czy przeżyłeś podobny stan zniechęcenia? Jak się wtedy czułeś? Co z tym zrobiłeś?

› Jaki jest obecny twój stan ducha?

› Pomyśl, że w najbliższym czasie znowu będziesz wykorzystywany przez innych a ty będziesz musiał wysilać się ponad granicę twoich możliwości. Jakie uczucia się w tobie rodzą wobec tego? Co myślisz o tych osobach, które podejrzewasz, że będą na tobie żerować?

› Jakie odczucia rodzą się w tobie przy lekturze powyższego fragmentu Ewangelii?

› Przebaczenie i uniżenie – to cel... Dążysz do niego? Naprawdę...?!

Spotkanie w grupach

› Jak się czułeś w sytuacjach, kiedy odkrywałeś, że inni cię wykorzystują? Co o nich myślałeś? Jak ich oceniałeś? Co chciałeś im wtedy powiedzieć (lub powiedziałeś)?

› Czy C.Caretto opisuje ciebie? Co myślisz o określeniu postawy takiej osoby jako „ofiarnictwo”?

› Czy przeżyłeś podobny stan zniechęcenia? Jak się wtedy czułeś? Co z tym zrobiłeś?

› Jaki jest obecny twój stan ducha?

› Pomyśl, że w najbliższym czasie znowu będziesz wykorzystywany przez innych a ty będziesz musiał wysilać się ponad granicę twoich możliwości. Jakie uczucia się w tobie rodzą wobec takich myśli? Co myślisz o tych osobach, które podejrzewasz, że będą na tobie żerować?

› Jakie odczucia rodzą się w tobie przy lekturze powyższego fragmentu Ewangelii?

› Przebaczenie i uniżenie – to cel jaki winniśmy osiągnąć, według C.Caretto. Co o tym myślisz? Jak sądzisz, czy Bóg też tego od ciebie oczekuje?