Spotkanie 13: Cierpienie

Lectio divina

MOJE CIAŁO TO TYLKO KAROSERIA
Maciej Stępień, Fronda nr 29

 

Bogusia Siedlecka ma 14 lat. Od urodzenia choruje na wrodzoną łamliwość kości. Łącznie w swoim życiu miała ponad sto złamań kości. W październiku zbyt mocno kichnęła i złamała sobie dwa żebra. W czasie otwierania plastikowego pudełka złamała kciuk. Przy powitaniu trzeba uważać, aby ściskając rękę nie zmiażdżyć jej dłoni.
Urodziła się połamana w jedenastu miejscach. Lekarze radzili rodzicom, by zostawili dziecko w szpitalu, gdyż dziewczynka nie powinna przeżyć trzech miesięcy. Rodzice odmówili.

List do Pana Boga
Ojcze, / eksperyment się udał. / Gdy na świat wylazłam / strasznie połamana, / cała w bólach byłam, / ale byłam chciana. / Choć ciało mi doskwiera, / wciąż trzeszczy i uwiera, / to jednak żyję w pełni, / aby me życie spełnić. / I spełniam, drogi Ojcze.

By przeżyć, Bogusia przeszła czternaście skomplikowanych operacji. Pytana o chorobę, na którą cierpi, przerywa i mówi, że wcale nie cierpi. Dużo opowiada, ale nie o sobie, tylko o innych - rodzicach, rodzeństwie, przyjaciołach z Warszawskiego Hospicjum Dziecięcego. - Najważniejsze jest to, co się ma w środku, a nie to, co na zewnątrz - mówi. - Moje ciało to tylko karoseria, która kiedyś zostanie wymieniona na nową.

Czy ja się skarżę na własny los? Nigdy o tym nie myślałam. Codziennie, gdy się budzę, dziękuję Bogu za nowy dzień. Wierzę, że w moim życiu dzieje się wola nieba. To nic dziwnego, że moje ciało czasami się buntuje. Nie lubi bólu... Ja zresztą też. Jednak wierzę, że dobry Bóg, który kocha wszystkich ludzi, mnie kocha w sposób szczególny. Dlaczego? Sama zadaję sobie to pytanie. Intuicja podpowiada mi, że miał do mnie duże zaufanie, pakując mnie w taką "konserwę".

Kilka lat temu kiedy miała złamany kręgosłup i przez trzy tygodnie leżała unieruchomiona, a każdy najmniejszy ruch sprawiał ból, zaczęła się zastanawiać, czy jest gotowa teraz umrzeć. Rodzice byli w pracy, rodzeństwo w szkole lub przedszkolu, leżała więc sama, ale nie czuła się samotna. Rozmawiała
z Nim.

Czy jestem gotowa?
Leżę choć nie chcę. / Leżę bo muszę. / Wszystko mnie boli, / Gdy się poruszę. / Lecz wciąż mam szansę / Wielką od Boga. / Żyć, kochać ludzi? / Jestem gotowa! / Leżę i patrzę. / Patrzę do góry. / Na błękit nieba. / Na zwiewne chmury. / I wtedy widzę Potęgę Boga. / Mam o tym mówić? / Jestem gotowa! / Leżę i myślę. / Stanąć nie mogę. / Jak mam się udać / W ostatnią drogę? / Lecz gdy wyruszę, / W drogę do Boga, / Przedtem zawołam: / Jestem gotowa!!!

Mówi, że jej choroba jest dla niej błogosławieństwem. Czuje, że ma w związku z tym jakąś misję w życiu do spełnienia. Nie potrafi jeszcze tego nazwać, ale modli się, by rozpoznać Boży plan.

Ludzie często skarżą się na swój los. Mają zdrowe ciała, są sprawni fizycznie i umysłowo, a jednak ciągle są nieszczęśliwi. Czasami wydaje mi się, że jestem nienormalna, bo mnie wszystko cieszy i każdy dzień witam z uśmiechem.
Mimo, ze moje życie nie jest tatwe, to jednak potrafią cieszyć się każdą chwila. Uważam, ze warto żyć, bo żyjemy w naprawdę ciekawych czasach. Gdybym była na świecie sama jak palec, to moje życie nie mialoby najmniejszego sensu.

Nigdy w życiu nie chodziła. Dlatego że musiała dużo leżeć, zaczęła wcześniej niż inne dzieci dostrzegać niebo. Czasami ma wrażenie, jakby widziała, że na niebie ktoś maluje niewidzialnym pędzlem.

Urodziłam się w niezwykłych czasach. Do niedawna nie miałabym szans na przeżycie, a ja jednak żyję i w wieku trzynastu lat wiem o świecie więcej niż Krzysztof Kolumb, kiedy odkrywał Amerykę. Telewizja, radio, Internet, telefony komórkowe przybliżają wszystko i wszystkich. Naprawdę żyję w niezwykłych czasach. Na moich oczach zmienia się tak wiele. A jednak jedno nie zmieniło się od wieków, a jest nim Święto Bożego Narodzenia. Bo jest taki jeden dzień w roku, dzień szczególny, jedyny w swoim rodzaju. Kocham ten dzień nie tylko za jego świąteczną atmosferę, prezenty pod choinką i całą rodzinę przy stole. Kocham ten dzień ze względu na to, ze 2000 lat temu pojawiła się na niebie szczególna gwiazda, która doprowadziła trzech mędrców ze Wschodu do malej stajenki gdzieś w Betlejem. Wtedy narodził się Jezus Chrystus, Syn Boży. Dzięki Niemu zmienił się cały świat. Mój mały światek też byłby pusty, gdyby nie On.

Adres do korespondencji: Bogumiła Siedlecka 05-807 Podkowa leśna ul. Jeża 9

 

on i ja - czyli książę i róża
Fronda nr 29

 

Małgorzata urodziła się z wodogłowiem. Lekarze uzależniali jej przeżycie od natychmiastowej operacji. Operacja się nie udała i Małgorzata powinna umrzeć. Przeżyta jednak i ma dziś 32 lata. Cierpi jednak, oprócz wodogłowia, na dyskopatię i wiele innych chorób. Są dni, gdy nie może zwlec się z łóżka i zwija się z bólu.
(Redakcja)

Chciałabym Ci dzisiaj opowiedzieć niezwykłą historię. Jest to opowieść prawdziwa. Jeśli jeszcze się nie domyśliłeś, czego ona dotyczy, to zdradzę, że
opowiada o pewnym Księciu i o najcenniejszej rzeczy, jaką posiadał, czyli o róży. A zatem posłuchaj:
"...Jeśli chodzi o mnie, to bardzo lubię róże. Dla mnie samej są one nie tylko kwiatami, ale mają o wiele głębsze znaczenie. Dla mnie róża jest symbolem mojego życia z Jezusem, oddania się Jemu bez reszty; jest symbolem pewnego i pięknego a zarazem czystego uczucia - mej miłości do Niego. Wiem również, że dla mego Pana róża ma podobne znaczenie. I taki oto oboje jesteśmy odpowiedzialni za swoją różę. Wydaje mi się, że życie człowieka jest podobne do róży. Kiedy widzimy różę, wtedy patrzymy na nią z góry: widzimy kwiat, czujemy jej zapach, zachwycamy się jej pięknem i kolorem. Patrząc tak na nią, nie myślimy, lub zapominamy o tym, że ta piękna róża ma także łodygę z kolcami, które kłują.
Otóż, kiedy jest nam dobrze, radośnie, nie mamy trosk, kłopotów, wtedy widzimy nasze życie jako tę piękną różę. Ale kiedy życie nam idzie nieco pod górkę, kiedy jest nam smutno i źle, czy przeżywamy jakieś trudności, porażki - wtedy dopiero zauważamy łodygę z kolcami. I jakże często jest tak, że nie potrafimy jej przyjąć, zaakceptować. Tymczasem życie człowieka - to nie tylko róże, ale i kolce, gdyż róże bez kolców nie istnieją!
Ponieważ oboje z Jezusem lubimy róże, wzajemnie się nimi obdarowujemy. Dziś otrzymałam od Niego kolejną różę. Co prawda są na niej jeszcze większe kolce niż zazwyczaj, ale są tak łagodne, że nie mogą mi zrobić krzywdy. Wiem, że jeśli dostaję w prezencie od Jezusa różę - nawet z dużymi kolcami (co w moim przypadku oznacza np. więcej cierpienia), to nie po to, abym się pokaleczyła jej kolcami, ale bym umiała przyjmować wszystko z miłością i wdzięcznością. Bym przez te kolczaste doświadczenia, nauczyła się większej pokory, cierpliwości i uległości wobec Najwyższego.
Jeśli Bóg obdarza mnie różą, która ma większe kolce, to znaczy, że On mnie bardzo kocha, ponieważ dla mnie cierpienie jest darem. Obdarowujemy zazwyczaj tych, których kochamy.
- Jak wspaniały więc musi być Ten, który tak hojnie obdarował swoje dziecko!
Chcę być raczej wdzięczna Bogu za to, że los się do mnie uśmiechnął i że zostałam wybrana. Nie mogę powiedzieć: "wiesz Jezu... przyjdź jutro, a dam Ci odpowiedź, czy chcę dla Ciebie cierpieć, czy nie". Dla Boga nie ma jutra; jest tylko dziś: tu i teraz. Jutro bowiem może być już za późno... jeśli więc nie ja mam cierpieć, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?...
To prawda, że często nie mogę z bólu siedzieć, wygodnie leżeć, biegać, skakać i robić wiele rzeczy, które zdrowym ludziom nie sprawiają żadnej trudności. Jednak i ja mam to coś, co na pewno mogę: mogę ofiarować te wszystkie moje "nie mogę" Temu, który wszystko może. I co najważniejsze: mogę dziękować! Za to, że Bóg wybrał właśnie mnie. A to już jest coś!
Życie jest wielką sztuką wyreżyserowaną przez Boga. My - ludzie, jesteśmy aktorami, którym przypadła jakaś rola do odegrania. Ale to od nas samych zależy, jak ją odegramy. Ja ze swej strony uczynię wszystko, by Jezus był ze mnie zadowolony, chociaż moją rolą, która mi przypadła w udziale, jest cierpienie. Mimo to, dochodzę do wniosku, że jestem szczęściarą... Jezus, kiedy cierpiał, nie miał zupełnie nic, a ja - mam przecież środki uśmierzające ból, więc chociaż cierpię, to jest mi nieco łatwiej. Nie mogę narzekać. Uśmiecham się więc do mojego cierpienia, jak do najlepszego brata, a ono oddaje mi tym samym. Ale przede wszystkim, uśmiecham się do Jezusa, który mi wiernie towarzyszy w moim bólu. Razem - we dwoje - możemy o wiele więcej.
Jeśli chodzi o moją chorobę, to spójrzmy prawdzie w oczy nawet - jeśli mnie bardzo boli w tej chwili - to o ile bardziej Jezusa musiało boleć, kiedy został przybity do krzyża, a przedtem umęczony. Za co? Z miłości do mnie i do całego świata. Cierpienie jednak uczy - i to bardzo. A ja - ciągle się uczę od mojego Pana cierpliwości i pokory w chorobie. Staram się być pojętną uczennicą. Wierzę, ź z Jego pomocą uda mi się do perfekcji opanować sztukę cierpienia. Nawet wtedy, gdy dłużej muszę pozostawać w łóżku, staram się nie narzekać. Świat z pozycji leżącej również może być ciekawy i piękny. Trzeba tylko umieć nań spojrzeć z odpowiedniej perspektywy, nawet wtedy, gdy leżenie jest długotrwałe. Sprawdziłam na sobie i się sprawdziło.
Jeśli krzyż dźwiga jedna osoba, może się on wydawać zbyt ciężki i nie do udźwignięcia, ale jeśli ciężar jest rozłożony na dwie osoby, to znaczy kiedy cierpię łącząc swe cierpienia z cierpiącym Jezusem i ofiarując je w ważnych intencjach, wtedy jest dużo łatwiej. A każdy, kto do mnie wówczas przychodzi - jest darem od Boga. Jest takim Cyrenejczykiem, który pomaga mi nieść mój krzyż na Kalwarię mojego życia.
Tak więc - razem, we dwoje - stanowimy jedność: On i ja. Bóg, czyli Książę i ja - czyli jego maleńka róża, którą stworzył i ukochał. Dla której stał się nieodłącznym towarzyszem życia. W radości i cierpieniu. Na dobre i na złe. Teraz i na wieki. Amen."
Ta historia mego życia z Jezusem - zapewniam, że jest autentyczna.


MAŁGORZATA


Medytacja

 

› Przeczytaj powyższe świadectwa i zastanów się, co przez nie Jezus pragnie Ci podpowiedzieć? Jak one się odnoszą do twojej codzienności?

› Pomyśl o cierpieniu jakie przynosi ci codzienność. Jak je przyjmujesz? Pomyśl o swoich buntach, zniechęceniu i o zwycięstwach nad sobą...

› Co w twoim życiu jest różą jaką otrzymujesz od Jezusa? (W kontekście drugiego świadectwa: kwiat i kolce)

› W kontekście pierwszego świadectwa pomyśl na ile masz tendencje do skarżenia się na własny los, na wszystko, co cię w życiu spotyka?

› Pomyśl też o wdzięczności i radości z tego co ci życie przynosi. Potrafisz...? Umiesz się cieszyć z tego, co otrzymujesz...?



Spotkanie w grupach

 

› Po przeczytaniu powyższych świadectw czym chciałbyś się szczególnie podzielić? Jakie refleksje zrodziły się w tobie?

› Jak przyjmujesz cierpienia jakie przynosi ci codzienność. Jak sobie z nimi radzisz?

› W kontekście pierwszego świadectwa: na ile masz tendencje do skarżenia się na własny los, na wszystko, co cię w życiu spotyka?

› Potrafisz być wdzięczny Bogu za codzienność, radować się tym, co otrzymujesz? Co sprawia ci największe trudności?

› Co w twoim życiu jest różą jaką otrzymujesz od Jezusa? (W kontekście drugiego świadectwa: kwiat i kolce)

› Na ile wiara jest dla Ciebie siłą w walce z przeciwnościami? Jak w praktyce się to wyraża? Czy inni to dostrzegają?