Spotkanie 1: Marta i Maria

 

Lectio divina

Carlo Carretto. Listy z pustyni.

Kontemplacja w gwarze ulicy, 60›64

 

Wyczuwam już, przyjacielu, że zaczyna dręczyć cię pytanie, któremu towarzyszy twój nieco smutny uśmiech:

„A więc: czy wszyscy mamy udać się na pustynię? Jaką wartość ma nasze działanie, obowiązki wśród ludzi, ta nasza rola zaczynu, który przerabia to ziemskie życie? Czy jest to możliwe? Pustynia jest daleko; nigdy nie będę mógł..."

Zdawałem sobie sprawę, że nasunie ci się takie pytanie i dlatego koniecznie musimy sobie otwarcie powiedzieć o pewnych sprawach; z tego bowiem powodu wdarł się do twojej duszy niepokój, którego ja stałem się mimowolnym powodem.

Karol de Foucauld tak się kiedyś wyraził: „Jeśliby życie kontemplacyjne było możliwe jedynie za murami klasztoru albo w ciszy pustyni, powinniśmy, prawdę mówiąc, udostępnić mały klasztor każdej matce, a ten luksus skrawka pustym każdemu ubogiemu robotnikowi, który zmuszony jest ciężko pracować w hałasie fabrycznym, aby zarobić na chleb".

Czyż nie jest tak?

I ten obraz rzeczywistości, w jakiej żyje olbrzymia część ludzi, zapoczątkował kryzys jego życia wewnętrznego, kryzys, z powodu którego odbiegł tak daleko od swojej pierwotnej koncepcji życia zakonnego.

Karol de Foucauld, jak wiecie, był trapistą i wybrał dla siebie najbardziej ubogi klasztor trapistów, jaki istnieje, a mianowicie klasztor w Akbes, w Syrii.

Pewnego dnia polecił mu przełożony, aby czuwał przy zmarłym, niedaleko klasztoru. Zmarłym był Arab, chrześcijanin. Kiedy brat Karol znalazł się w lepiance, gdzie leżał umarły, i ujrzał wokół nieboszczyka prawdziwą nędzę, te wygłodniałe dzieci i tę bezbronną wdowę, bezsilną i bez jakiejkolwiek pewności, czy będzie mieć nazajutrz chleb dla swoich dzieci — popadł w kryzys duchowy, który zmusił go do opuszczenia klasztoru trapistów w poszukiwaniu innego stylu życia zakonnego, tak bardzo odmiennego od poprzedniego.

„My, którzy zapragnęliśmy naśladować Jezusa i to Jezusa ukrzyżowanego, jesteśmy tak bardzo dalecy od tych codziennych doświadczeń, cierpień, niepewności i nędzy, na które są skazani ci ludzie. Nie chcę już klasztoru zbyt wielkiego; pragnę klasztoru małego, jak domek ubogiego robotnika, który nie ma nigdy pewności, czy jutro znajdzie pracę i chleb i który całym swoim życiem aktywnie uczestniczy w cierpieniach świata. Och, Jezu, pragnę klasztoru takiego, jak twój domek w Nazarecie, abym mógł się upokorzyć i ukryć się w nim, jak to uczyniłeś Ty, kiedy przyszedłeś pomiędzy nas".

Po opuszczeniu klasztoru trapistów, założył swoją pierwszą wspólnotę braci w Beni›Abbes na Saharze, a później w Tamanrasset, gdzie zostanie zamordowany przez Tuaregów. Ta „wspólnota braci" atmosferą swojego życia miała przypominać domek w Nazarecie, a więc jeden z licznych domów, które spotykasz przy drogach świata. Czy jednak wówczas wyrzekł się kontemplacji? Czy może wtedy ostygł w nim ten jego gorący duch modlitwy? Nie; Karol de Foucauld uczynił krok do przodu: postanowił uprawiać życie kontemplacyjne w gwarze ulicy, żyjąc tak samo jak wszyscy ludzie. To jest o wiele bardziej trudne! Bóg pragnie, żeby wszyscy ludzie uczynili również ten krok.

Dlatego też Karol de Foucauld jest zwiastunem nowej epoki, w której wielu ludzi będzie usiłowało pogodzić kontemplację ze swoją działalnością zewnętrzną, urzeczywistniając w codzienności życia pierwsze przykazanie Pana: „Miłuj Boga nade wszystko, a bliźniego swego jak siebie samego". „Kontemplacja w gwarze ulicy": oto jutrzejsze zadanie dla małych braci, dla wszystkich ubogich.

Zacznijmy od przeanalizowania elementu, jakim jest „pustynia", która powinna być obecna, zwłaszcza dzisiaj, w urzeczywistnianiu tak trudnego zadania. Kiedy się mówi o znaczeniu pustyni dla człowieka, kiedy się podkreśla, że pustynia powinna być obecna w twoim życiu, nie powinieneś przez to określenie rozumieć, że jedynym wyjściem dla ciebie jest udać się na Saharę albo na pustynię Judei, czy też na pustynię nad Nilem. Jest rzeczą oczywistą, że nie wszyscy mogą się zdobyć na taki luksus i praktycznie oderwać się od normalnego życia. Jeśli Pan zawiódł mnie na pustynię, to ze względu na moją gruboskórność. Dla mnie było to bardzo konieczne; i nawet nie starczyłoby piasku, żeby zeskrobać ten bród z mojej duszy, tak jak to miało miejsce z garnkiem proroka Ezechiela. Jednak nie dla wszystkich przeznaczona jest ta sama droga. I jeżeli nie będziesz mógł udać się na pustynię, to jednak powinieneś „utworzyć pustynię" w twoim życiu.

To tworzenie skrawka pustyni, to odchodzenie co jakiś czas od ludzi, to poszukiwanie samotności, żeby w ciszy i dłuższej modlitwie odświeżyć wnętrze duszy — jest niezbędne i ono właśnie oznacza „pustynię" w twoim życiu duchowym. Na godzinę w ciągu dnia, na dzień w miesiącu, na osiem dni w roku, albo nawet na dłuższy okres, jeśli to konieczne, powinieneś zostawić wszystko i wszystkich i pozostać sam na sam z Bogiem. Jeśli nie dążysz do tego, jeśli tego nie lubisz, nie łudź się; nie dojdziesz do modlitwy kontemplacyjnej; albowiem gdy człowiek nie chce — chociaż do tego jest zdolny — odizolować się od świata, by rozkoszować się obcowaniem z Bogiem, jest to znak, że brakuje mu najbardziej podstawowego elementu, tak niezbędnego do kontaktu z Wszechmogącym: miłości. A bez miłości objawienie jest zupełnie niemożliwe.

Pustynia nie jest jednak miejscem docelowym: to tylko etap. Naszym powołaniem bowiem, jak ci już powiedziałem, jest kontemplacja w gwarze ulicy. Po tym pobycie na „pustyni", powinniśmy zawsze na nowo powracać do zgiełku ulicy. Mnie ten powrót zawsze tak wiele kosztuje. Pragnienie, żeby pozostać tu, na Saharze, już na zawsze, jest we mnie tak silne, że pewnego dnia powie mi przełożony, co na pewno się zdarzy: „Bracie Karolu, udaj się do Marsylii, jedź do Maroka, popłyń do Wenezueli, leć do Detroit..." Musisz powrócić między ludzi, musisz zmieszać się z nimi, musisz przeżywać swoje zjednoczenie z Bogiem w zgiełku miasta. To będzie trudniejsze; lecz musisz to uczynić. Ale nie zabraknie ci łaski Bożej do prowadzenia tego stylu życia. Każdego ranka, po Mszy świętej i rozmyślaniu, udasz się do pracy w warsztacie, na budowie. Wieczorem, kiedy powrócisz, zmęczony jak wszyscy ludzie, którzy muszą ciężko pracować na swój chleb, wstąpisz do kaplicy wspólnoty braterskiej i spędzisz w niej długie chwile na adoracji; przyprowadzisz ze sobą na modlitwę ten świat udręczenia, ciemności i często tak grzeszny, pośród którego przebywałeś przez osiem godzin, doświadczając samemu męki i trudów codziennego życia.

Kontemplacja w gwarze ulicy: brzmi to wprawdzie jak piękne sformułowanie, ale kosztuje tak wiele wysiłku. Oczywiście łatwiej i wygodniej pozostawać tu, na pustyni; jednak wydaje się, że Bóg tego nie chce. Głos samego Kościoła rozbrzmiewa dzisiaj coraz doniosłej i pragnie uświadomić chrześcijanom rzeczywistość Ciała Mistycznego Chrystusa, wezwać ich do apostolstwa, zachęcić do świadczenia prawdziwej miłości, powołać wszystkich do czynnego działania, żeby wychodząc z kontemplacji, powracali do niej po daniu świadectwa i po pewnym okresie przebywania wśród zgiełku świata.

Dzisiaj nawet mury klasztorne stają się coraz cieńsze i niższe: coraz więcej jest tych, którzy podejmują życie z Bogiem w świecie: nawet ludzie świeccy coraz bardziej zaczynają uświadamiać sobie swoje posłannictwo i poszukują dla siebie własnej duchowości. Jest to doprawdy początek nowego świata; nie będzie wcale przesadą, gdy mu damy hasło: „kontemplacja w gwarze ulicy" i zaczniemy ukazywać przykłady jej urzeczywistniania.

 

Medytacja

Łk 10,38›42

 

› Wyobraź sobie scenę z powyższej Ewangelii. Oczami wyobraźni zobacz Jezusa, słuchaczy, popatrz na Martę siedzącą u stóp Jezusa i usłysz odgłosy pracy Marty dochodzące z kuchni.

› Pomyśl o tym jak w tym momencie czuła się Marta? Zwróć uwagę na sposób mówienia, intonację w głosie, gdy zwraca się do Jezusa.

› Spróbuj utożsamić się z jej uczuciami. Przypomnij sobie podobne sytuacje, kiedy bardzo chciałeś „słuchać” Jezusa, iść na spotkanie, itp., a nie mogłeś z powodu pracy, zajęć. Jak się wtedy czułeś? Co myślałeś o innych?

› Pomyśl o uczuciach jakie zrodziły się w Marii, gdy Marta zwróciła jej uwagę i gdy mówiła z pretensjami o niej do Jezusa? W jaki sposób Maria w sercu tłumaczy się wobec zarzutów Marty?

› Jakie się rodzą w tobie uczucia gdy słyszysz tłumaczenie Jezusa?

› Co Jezusa miał na myśli? Dlaczego tak odpowiedział?

 

Spotkanie w grupach

 

› Jak rozmyślałaś nad powyższą sceną z Ewangelii, to bardziej utożsamiałeś się z Martą czy Marią? Dlaczego?

› Czy rozumiesz reakcję Marty, jest ci ona bliska? Czy mógłbyś się podzielić podobnymi sytuacjami z twojego życia? Co wtedy przeżywałeś?

› Czy rozumiesz postawę Marii, jest ci ona bliska? Czy przeżyłeś podobne konflikty „z Martą”? Co wtedy czułeś?

› Jeśli w grupie są osoby które bardziej utożsamiają się z Martą, a inne z Marią, to warto wymienić jakieś „modelowe” sytuacje lub te o jakich będą mówić sami uczestnicy spotkania i poprosić, aby „Marty” i „Marie” mówiły o swoich uczuciach w domniemanym przeżywaniu tych zdarzeń.

› Jak rozumiesz odpowiedź Jezusa? Czy zgadzasz się z nią, jest dla ciebie zrozumiała lub niezrozumiała?

› Jak rozumiesz „najlepszą cząstkę” o której mówi Jezus? Masz wrażenie, że ją wybierasz, gubisz...? Dla ciebie „najlepszą cząstką” jest...?

› Podziel się refleksją z lektury C.Caretto.