Apostołowie
zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego
nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce
pustynne i wypocznijcie nieco!” Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło,
że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce
pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło
to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli
bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać” (Mk 6,50-34).
Bywa czas
skupienia — bywa czas pełnienia misji. Bywa obowiązek słuchania —
bywa obowiązek mówienia. Jest miejsce, gdzie się milczy w samotności
i miejsce, gdzie się publicznie naucza. Życie utkane jest z kolejnych
zmian. Istnieje konieczność przebywania z Bogiem — naszym Źródłem,
Światłem, Celem — istnieje konieczność budowania samych siebie w ciszy,
pracy, spokoju, istnieje wreszcie konieczność dzielenia się z innymi,
których mamy kochać, przebywać z nimi, służyć im. Musimy więc znaleźć
sposób zharmonizowania swego życia. Zmiana rytmu i ujednolicenie jego
wymagań to cały problem naszej życiowej równowagi.
* * *
Dzisiaj
Jezus, jak nikt inny na świecie, daje nam przykład. On jest cały dla
Boga, dla spraw Ojca (Łk 2,49), Do tego stopnia weń zasłuchany i pełniący
Jego wolę, że może powiedzieć o sobie: Ja i Ojciec jedno jesteśmy
(J 10,30). Jest cały dla ludzi, zewsząd nagabywany (Łk 8,45), a zawsze
mający czas, by pouczyć, karmić, słuchać, leczyć, tak, że niekiedy
nie ma możliwości spożycia posiłku (Mk 3,20), nie ma miejsca, by się
swobodnie poruszać (Mk 2,2), ani kamienia, na którym mógłby złożyć
głowę (Łk 9,58). A mimo to znajduje czas na samotność, by uczyć się
własnego, ludzkiego życia, zanim zacznie uczyć innych. Jezus czynił
postępy w modrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2,52).
Odszedł na pustynię, gdzie miał się zetrzeć z szatanem (Mt 4,1), zanim
objawi ludziom oblicze Boga (Mk 6,34). Jezus ma tylko jedno życie,
ale doskonale zeń korzysta. Cały dla Boga i cały dla ludzi jest panem
swego życia, które sam pozwoli sobie odebrać: Mam mocje oddać i mam
mocje znów odzyskać (J 10,18). Mówi i słucha. Zbliża się do tłumów
i odsuwa od nich (J 6,15). Codziennie naucza w świątyni (Łk 19,47),
a wieczorami wspina się na górę, by modlić się w samotności (Mt 4,23).
W ten
sposób — mówi św. Paweł — chciał z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć
w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i [w ten sposób]
jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem, w jednym Ciele przez
krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości (Ef 2,15-16).
W obliczu
Boga, na naszych oczach przeżył doskonałe ujednolicenie swej istoty
i umożliwił powszechną komunię stworzeń. Oto Droga. Oto Prawda i Życie
(J 14,6). A dzisiaj także nam powtarza: Co Ja uczyniłem i wy czyńcie
(J 13,15).
* * *
Cóż więc
właściwie mamy czynić, skoro zdecydowaliśmy się iść Jego śladami?
Przede wszystkim pamiętać, że żyjemy dla Boga, bo nasze życie od Niego
pochodzi i możemy istnieć tylko dzięki Niemu. Uczy się w nas wyłącznie
wartość obecności Bożej i musimy mieć czas, aby tę obecność sobie
uświadamiać. ... wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu (Kol
3,3).
To wspaniałe,
krótkie zdanie z Listu do Kolosan nie odnosi się bynajmniej do jakichś
specjalistów od kontemplacji, którzy zostali powołani do poświęcenia
się modlitwie. Wezwany jest do niej każdy z nas, bo wszyscy jesteśmy
dziećmi tego samego Boga, tego samego Ojca. Pójdźcie wy sami osobno
na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco! (Mk 6,31).
W miarę
jak cywilizacja techniczna opanowuje nasze życie, stajemy się coraz
mniej dyspozycyjni, a coraz bardziej poddani ciągłym jej wymaganiom.
Stajemy się niewolnikami własnych wynalazków. Pragnąc bezustannie
zapełniać czymś swoje życie, zapominamy o własnej nieśmiertelnej duszy.
Jak nowobogaccy kurczymy się w świecie, w którym praca, by coraz więcej
zarobić, nienaturalnie się wyolbrzymia. Rozrywka — by się coraz więcej
bawić — nierzadko kończy się alienacją. Gromadzenie dóbr i troska
o nie doprowadza do zabiegania i rozgorączkowania, bo ciągle wzrastają
nasze potrzeby. Nie mamy już możliwości modlitwy, nie mamy potrzeby
milczenia! Nie mamy czasu do stracenia, bo czas — to pieniądz, a sprawy
— to sprawy! Chrystus jednak przypomina nam dzisiaj, że nie można
równocześnie służyć Bogu i mamonie (Mt 6,24), że nie można równocześnie
tkwić w sprawach tego świata i oddawać się sprawom Ojca (Łk 2,49).
Czas, jaki mamy do dyspozycji trzeba wykorzystać na spotkanie z Bogiem:
Dzieci, strzeżcie się fałszywych bogów! — błaga Apostoł (l J 5,21).
Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco —
mówi Chrystus (Mk 6,31).
Trzeba
bodaj przez chwilę dziennie przyzwyczajać się do spotykania z Tym,
którego kiedyś ujrzymy twarzą w twarz, by w Jego obecności żyć już
na zawsze. Bo czyż kontemplacja Tego, który jest Światłem, Miłością,
Pięknem, nie rozwija nas wewnętrznie? Czyż Tego, który zdolny jest
— i tylko On — przepełnić nasze życie radością i pokojem, nie należy
prosić o nie kilkakroć dziennie? Czyż nadsłuchiwanie Go nie uspokaja
nas, a mówienie o Nim nie napełnia radością?! Jeśli w Bogu jedynie
spokój znajdzie dusza moja (Ps 62,6), czemuż bezinteresownie nie zwrócić
się do Niego bodaj na moment? Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni
i obciążeni jesteście a Ja was pokrzepię (Mt 11,28). Jeżeli nauczymy
się po prostu być przed Bogiem w pokoju i milczeniu (Ps 131,2), nasze
życie zostanie przetworzone, działanie uzyska światło, więzy ludzkie
pogłębią się. Cała nasza istota stopniowo znajdzie w Nim swoją jedność
i będziemy mogli powiedzieć w zachwycie: Teraz już nie ja żyję, lecz
żyje we mnie Chrystus (Ga 2,20). To Chrystusowy pokój we mnie mieszka.
Tak, za tę cenę w sercu miasta można żyć w Sercu Boga i o tym wspólnie
musimy wszyscy świadczyć! Świadomość obecności Boga spowoduje w nas
wówczas prawdziwą samoświadomość, bo człowiek, w którym Bóg mieszka,
mieszka w samym sobie.
Człowiek,
którego Bóg prowadzi, panuje nad sobą: wie, dokąd idzie, bo On jest
jego Panem (J 14,4). Milczenie i modlitwa wprowadzają go w głębię,
w której odkrywając Boga, odkrywa siebie samego. Staje się człowiekiem
napełnionym, ponieważ w Duchu znalazł swoją pełnię (Ef 5,18). Nie
jest już człowiekiem zamkniętym, ale zamieszkałym. Jeżeli... ktoś
pozostaje w Chrystusie — mówi św. Paweł — jest nowym stworzeniem.
To, co dawne, minęło, a oto [wszystko] stało się nowe. Wszystko zaś
to pochodzi od Boga (2 Kor 5,17-18). Wraz z braćmi stanowi on człowieka
doskonałego na miarę wielkości według Pełni Chrystusowej (Ef4,13).
Kto rezygnuje z tego, chcąc zachować swój czas, gubi swe życie. Kto
dla tego „traci” swój czas — zyskuje życie.
* * *
Człowiek
pozostający w pokoju z samym sobą i z Bogiem, może stać się źródłem
pokoju dla innych. Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, zlitował się nad
nimi — mówi św. Marek — i zaczął ich nauczać (Mk 6,34). W istocie
bowiem zasadniczym wymaganiem jest nie modlitwa, lecz miłość. Po to
mówi się do Ojca „Panie, Panie”, aby z Jego łaską lepiej miłować braci,
lepiej im służyć, nie zaś, by od nich uciekać. Taka jest Jego wola:
pierwszym przykazaniem na zawsze pozostanie przykazanie miłości (J
15,21). Kontemplacja wówczas jest prawdziwa, gdy właściwie kieruje
działaniem i wzmacnia je. Tak pierworodny między wielu braćmi (Rz
8,29): Jezus Chrystus, by objawić Kim jest Bóg, zechciał umywać nam
nogi! (J 13,14).
* * *
„Dwie
kobiety mieszkają w zamku naszej duszy — pisze pewien mnich z XII
w.— jedna siedzi u nóg Jezusa, aby Go słuchać, druga krząta się, by
Go nakarmić: Maria i Marta... Niech Marta mieszka w naszym domu, byśmy
zajmowali się w życiu sprawami materialnymi. Ale potrzebna jest także
w naszej duszy obecność Marii: działanie duchowe... Nie zaniedbujcie
ani Marii dla Marty, ani Marty dla Marii. Jeżeli zaniedbacie Martę,
któż będzie służył Jezusowi (w Jego braciach ). A jeśli zaniedbacie
Marię, do czegóż posłuży wam wizyta Jezusa (na modlitwie)? Wiedzcie
bracia, że w tym życiu nigdy nie można rozdzielać tych dwóch kobiet...
Niektórzy
uważają, że jedni biorą stronę Marty, podczas gdy inni grają wyłącznie
rolę Marii. Mylą się, nie rozumieją. Niechże ci ludzie przytoczą bodaj
jednego świętego, który osiągnął doskonałość bez tego podwójnego działania!
Wszyscy mamy łączyć obie: wykonując w jednych momentach dzieła Marty,
a w innych — Marii”. Oto sekret równowagi.