Spotkanie 11: Pozostać małym

Lectio divina

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Dzieje duszy.

Rozdział, 10 (fragmenty):

 

Tak, wszystko jest dobrze, gdy szuka się tylko woli Jezusa, toteż ja, biedny mały kwiatek, słucham Jezusa, starając się sprawić przyjemność mej ukochanej Matce.

Ty wiesz, moja Matko, że zawsze pragnęłam być świętą, ale cóż! kiedy porównuję się ze świętymi, stwierdzam nieustannie, że między nami jest ta sama różnica, jak między niebotyczną górą, a zagubionym ziarenkiem piasku, deptanym stopami przechodniów. Lecz zamiast zniechęcać się, mówię sobie: „Dobry Bóg nie dawałby mi pragnień nierealnych, więc pomimo że jestem tak małą, mogę dążyć do świętości. Niepodobna mi stać się wielką, powinnam więc znosić się taką, jaką jestem, ze wszystkimi swymi niedoskonałościami; chcę jednak znaleźć sposób dostania się do Nieba, jakąś małą drogę, bardzo prostą i bardzo krótką, małą drogę zupełnie nową. Żyjemy w wieku wynalazków, nie ma już potrzeby wchodzić na górę po stopniach schodów; u ludzi bogatych z powodzeniem zastępuje je winda. Otóż i ja chciałabym znaleźć taką windę, która by mnie uniosła aż do Jezusa, bo jestem zbyt mała, by wstępować po stromych stopniach doskonałości. Poszukiwałam więc w księgach świętych wytłumaczenia co do owej windy, przedmiotu mych pragnień i przeczytałam te słowa, które wyszły z ust Przedwiecznej Mądrości: Jeżeli kto jest MALUCZKI, niech przyjdzie do mnie <Prz 9, 4.>. Znalazłam więc to, czego szukałam, a chcąc się dowiedzieć, o mój Boże! co uczynisz maluczkiemu, kiedy odpowie na Twe wezwanie, poszukiwałam dalej. I oto co znalazłam: - Jak matka pieści swe dziecię, tak ja was pocieszać będę, przy piersiach was poniosę i będę was kołysał na mych kolanach! <Iz 66, 13, 12.> O! nigdy jeszcze słowa czulsze, o bardziej melodyjnym brzmieniu nie rozweseliły mej duszy; windą, która mnie uniesie aż do Nieba, są twoje ramiona, o Jezu! a do tego nie potrzebuję wzrastać, przeciwnie, powinnam zostać małą, stawać się coraz mniejszą. O mój Boże, przewyższyłeś wszelkie moje oczekiwanie, toteż. pragnę wyśpiewywać Twoje miłosierdzie. "Uczyłeś mnie od młodości i aż dotąd opowiadam Twoje cuda, będę je dalej głosić w wieku podeszłym" <Ps 70, 17-18.>. Kiedy osiągnę ten wiek podeszły? Zdaje mi się, że mogłabym już teraz, bo dwa tysiące lat w oczach Pana znaczą tyle co lat dwadzieścia, co jeden dzień... <Por. Ps 89, 4.> Ach, nie sądź jednak Matko ukochana, że twoje dziecko pragnie Cię opuścić... nie myśl, że za większą łaskę uważa śmierć w poranku dnia, niż u jego schyłku. Jedyne, co przedstawia dla niego wartość, co jest jego wyłącznym pragnieniem, to sprawiać przyjemność Jezusowi... Teraz, kiedy On zdaje się zbliżać, by powołać je do przybytku swej chwały, dziecko twoje raduje się. Ono dawno już zrozumiało, że Dobry Bóg nie potrzebuje nikogo, aby czynić dobrze na ziemi...

(Rozdział, 10)

 

Rozdział 9 (fragmenty):

Być Twą Oblubienicą, o Jezu, być karmelitanką, być przez zjednoczenie z Tobą matką dusz, to wszystko powinno mi wystarczyć... jest jednak inaczej... Bez wątpienia, te trzy przywileje stanowią moje powołanie: być Karmelitanką, Oblubienicą i Matką. A jednak odczuwam w sobie jeszcze inne powołania, powołanie WOJOWNIKA, KAPŁANA, DOKTORA, MĘCZENNIKA; czuję wreszcie potrzebę, pragnienie dokonania dla Ciebie Jezu wszystkich czynów najbardziej bohaterskich... Czuję w mej duszy odwagę Krzyżowca, Żuawa Papieskiego, pragnę umrzeć na polu bitwy w obronie Kościoła...

Czuję w sobie powołanie KAPŁANA; z jaką miłością, o Jezu, piastowałabym Cię w mych rękach w chwili, gdy na moje słowo zstępowałbyś z Nieba!... Z jaką miłością dawałabym Cię duszom!... Ale cóż! pragnąc zostać Kapłanem, podziwiam równocześnie pokorę św. Franciszka z Asyżu i czuję powołanie, by naśladować go w odrzuceniu wzniosłej godności Kapłaństwa.

O Jezu! moja miłości, moje życie... Jakże połączyć te sprzeczności? Jak zrealizować pragnienia mojej biednej małej duszy?

Ach! mimo mej maleńkości, chciałabym oświecać dusze, jak Prorocy, Doktorzy, odczuwam powołanie Apostola... chciałabym przebiegać ziemię, głosić Twe imię i umieszczać w ziemi niewiernych Twój chwalebny Krzyż. Ale, o mój Ukochany, jedno posłannictwo mi nie starczy, chciałabym w tym samym czasie głosić Ewangelię w pięciu częściach świata aż po najbardziej odległe wyspy... Chciałabym być misjonarzem nie tylko przez przeciąg kilku lat, lecz od stworzenia świata aż do dokonania się wieków... Przede wszystkim jednak, o mój Ukochany Zbawicielu, chciałabym przelać za Ciebie moją krew, aż do ostatniej kropli...

Męczeństwo, oto marzenie mej młodości; rosło ono ze mną w karmelitańskiej klauzurze... Ale oto nowe szaleństwo, bo nie ograniczam się do pragnienia jednego rodzaju męczeństwa... Trzeba by wszystkich naraz, aby mnie zadowolić... Chciałabym jak Ty, mój Oblubieńcze godny uwielbienia, być biczowana i ukrzyżowana... Chciałabym umrzeć odarta ze skóry jak św. Bartłomiej... Jak św. Jan chciałabym być zanurzona we wrzącym oleju, chciałabym ponieść wszystkie tortury zadawane męczennikom... ze św. Agnieszką i św. Cecylią podać szyję pod miecz i jak Joanna d'Arc, moja ukochana siostra, chciałabym na stosie szeptać Twoje Imię, o JEZU... Kiedy pomyślę o udręczeniach, które w czasach Antychrysta staną się udziałem chrześcijan, czuję, jak serce moje wyrywa się do nich... Jezu, Jezu, gdybym chciała spisać wszystkie moje pragnienia, musiałabym się odnieść do Twej księgi żywota, gdzie są podane czyny wszystkich Świętych; tego wszystkiego chciałabym dokonać dla Ciebie...

O mój Jezu! cóż odpowiesz na te moje szaleństwa?... Czyż jest dusza mniejsza, bardziej nieudolna od mojej!... Ale właśnie dla tej mojej słabości spodobało Ci się, Panie, wypełnić moje małe dziecinne pragnienia; a dziś chcesz spełnić inne pragnienia większe niż świat cały...

Podczas modlitwy pragnienia te stawały się dla mnie prawdziwym męczeństwem; otworzyłam więc listy św. Pawła, by tam znaleźć jakąś odpowiedź. Wzrok mój padł na dwunasty i trzynasty rozdział pierwszego listu do Koryntian. Przeczytałam tam w pierwszym rzędzie, że wszyscy nie mogą być apostołami, prorokami, doktorami itd., że Kościół składa się z różnych członków i że oko nie może być zarazem ręką... <Por. 1 Kor 12, 29, 12-21.> Odpowiedź była jasna, nie zaspokajała jednak moich pragnień, nie dawała mi ukojenia... Jak Magdalena dopóty nachylała się nad pustym grobem aż znalazła, czego szukała, tak i ja, uniżywszy się aż do głębin mej nicości, wzniosłam się tak wysoko, że stałam się zdolna osiągnąć mój cel... <Św. Jan od Krzyża, Poezje, "Lot miłości".> Niezmordowanie czytałam dalej i to oto zdanie przyniosło mi ulgę: "Poszukajcie gorliwie DARÓW NAJDOSKONALSZYCH, ale ja wam ukażę drogę przewyższającą wszystko" <1 Kor 12, 31.>. I Apostoł wyjaśnia, że wszystkie dary, nawet te NAJDOSKONALSZE, są niczym bez MIŁOŚCI... że MIŁOŚĆ (caritas) jest DROGĄ NAJDOSKONALSZĄ, która najpewniej prowadzi do Boga.

Nareszcie znalazłam odpoczynek... Zgłębiając tajemnice Mistycznego Ciała Kościoła, nie rozpoznawałam siebie w żadnym z jego członków, wymienionych przez św. Pawła; a raczej chciałam odnaleźć się we wszystkich... Miłość dała mi klucz do mego powołania. Zrozumiałam, że skoro Kościół jest ciałem złożonym z różnych członków, to nie brak mu najbardziej niezbędnego, najszlachetniejszego ze wszystkich. Zrozumiałam, że Kościół posiada Serce i że to Serce PŁONIE MIŁOŚCIĄ, że jedynie Miłość pobudza członki Kościoła do działania i gdyby przypadkiem zabrakło Miłości, Apostołowie przestaliby głosić Ewangelię, Męczennicy nie chcieliby przelewać krwi swojej... Zrozumiałam, że MIŁOŚĆ ZAMYKA W SOBIE WSZYSTKIE POWOŁANIA, ZE MIŁOŚĆ JEST WSZYSTKIM, OBEJMUJE WSZYSTKIE CZASY I WSZYSTKIE MIEJSCA... JEDNYM SŁOWEM - JEST WIECZNA!...

Zatem, uniesiona szałem radości, zawołałam: O Jezu, Miłości moja... nareszcie znalazłam moje powołanie, MOIM POWOŁANIEM JEST MIŁOŚĆ!...

Tak, znalazłam swoje miejsce w Kościele, a to miejsce, mój Boże, Ty sam mi ofiarowałeś... W Sercu Kościoła, mojej Matki, będę Miłością... w ten sposób będę wszystkim i moje marzenie zostanie spełnione!!!...

(Rozdział 9)

Medytacja: Tekst św. Tereski

› Przypomnij sobie momenty, kiedy czułeś się niedoceniony przez innych, niezauważony, pominięty. Przeanalizuj odczucia tych chwil, myśli, decyzje...

› Na ile przeszkadza ci w życiu ambicja, chęć bycia zauważonym, docenionym? Jak przeżywasz chwile porażek, klęsk?

› Przeczytaj ponownie fragmenty 10 rozdziału (powyżej). Co Bóg chce ci przez niego powiedzieć? Czy zgadzasz się na swoją małość, „na ostatnie miejsce”, „na niepotrzebność”, niezauważenie...?

› ”Niepodobna mi stać się wielką, powinnam więc znosić się taką, jaką jestem, ze wszystkimi swymi niedoskonałościami”. Czy zgadzasz się, że przychodzisz do Pana słaby, zdany wyłącznie na Niego i niczym nie mogący się poszczycić?

Czy zgadzasz się na swoją małość?

› Przeczytaj fragment 9 rozdziału.

Czy uczysz się kochać w tych małych rzeczach jakie robisz i w słabości, która cię przytłacza? Czy raczej uciekasz w ambicjonalne cele, stale udowadniając sobie swoją potrzebność i ważność?

› Pytaj siebie o miłość w tym wszystkim, co robisz, w twoich relacjach, w tym kim jesteś.

 

Spotkanie w grupach

› Podziel się sytuacjami w których najbardziej czułeś się niedoceniony, niezauważony. Jak je przeżyłeś? Jak się wtedy czułeś? Czy łatwo znosisz takie sytuacje?

› Czy jesteś w niezdrowy sposób ambitny? Na ile ci ona przeszkadza w życiu? Czy lubisz być zauważonym, docenionym? (Jak widzą cię pozostali członkowie grupy?)

› Jak przeżywasz chwile porażek, klęsk? Czy zgadzasz się, że przychodzisz do Pana słaby, zdany wyłącznie na Niego i niczym nie mogący się poszczycić?

Czy zgadzasz się, że przychodzisz taki do innych? Czy zgadzasz się na swoją małość?

› Jakie refleksje – odnośnie do siebie – rodzą się w tobie po przeczytaniu fragmentów 10 rozdziału „Dziejów duszy” św. Teresy (powyżej)?

› Jakie jest twoje powołanie w Kościele?

› Jesteś przed sądem i masz udowodnić, że choć trochę, choć w małej cząstce realizujesz najważniejsze powołanie do miłości? Jak byś się bronił?