Spotkanie 2: Zbytnie troski

Lectio divina

Carlo Carretto. Ponad rzeczami. 34-41

 

(...) I rzekł Bóg do Abrahama:

,,Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę" (Rdz 22,2).

Tak oto nadchodzi godzina próby. Niebo staje się ciemne, a wiara obnażona jak ostrze, które tnie nasze ciało.

I wtedy powstaje pytanie: ..Czyż to możliwe, aby Bóg żądał podobnego poświęcenia? Czy cała wiara nie jest jednym oszustwem? Psychologicznym złudzeniem? Dlaczego dzieci umierają z głodu, niewinni giną zabijani, a zło triumfuje? Dlaczego trzęsienie ziemi zmienia w pył domy ubogich, zaś susza pozbawia ich i tak niewielkiej garstki ryżu?" Oto godzina próby, oto godzina zwątpienia!

Lecz niebo pozostaje zamknięte na ten nasz niepokój, nasze pytania pozostają bez odpowiedzi. Dlaczego, Panie? Dlaczego, Ojcze? Dlaczego, Boże?

Ale ten Bóg, którego przywołujemy, odpowiada na pewne wyzwanie, wyzwanie, którego my, nawet bez naszej wiedzy i woli, jesteśmy stawką.

Rzekł Szatan do Pana: ..Czyż za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył" (Hi 1,9-11).

Szatan rzuca wyzwanie, i oto Bóg jest jakby w pułapce.

„Może to prawda, że Hiob miłuje mnie i we mnie wierzy, bo okryłem go dobrodziejstwami i sprawiam, że żyje w rozkoszach".

I oto Bóg wydaje Hioba na pastwę przeciwności losu i pozbawia go dóbr jego. Wyzwanie zostaje przyjęte... Hiob traci swoje stada, swoich synów, swoje ziemie.

Jak Hiob reaguje na te przeciwności?

„Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!'' (Hi 1,21). (...)

Hiob nie zgrzeszył, wyznał swoją wiarę, a wypowiadając, tak okrutnie doświadczony, owe słowa: ,,Żyje Ten, który mnie zbawi", dał żywe świadectwo, jak najpiękniejszy diament.

Hiob, pomimo iż obnażony i trądem okryty jak człowiek, który wykracza poza noc zmysłów i wchodzi w noc ducha, zdołał dotrzeć do granicy niewidzialnego, aby tam poprzez łzy kontemplować wschodzące zza horyzontu słońce.

A jednak jakże to trudne!

Jakże mamy odczuwać współczucie - powiada św. Jan od Krzyża - wobec tych, co pozostają w ciemności, co oplatani mocą zmysłów i zmyleni dumą rzucają się na ziemię wyjąc i złorzecząc; wobec tych, co chorzy na racjonalizm przenoszą w domenę wiary kanony rozumu, co usiłują zburzyć fortecę tajemnicy za pomocą scyzoryka racjonalizmu i spoglądać na światłość niepoznania Boga krótkowzrocznymi oczami człowieka!

Na tym właśnie polega cały dramat: zdaje nam się, że wiemy, a niczego nie wiemy, zdaje nam się, że widzimy, a jesteśmy ślepi. Cóż my wiemy o śmierci, o wieczności, o przyczynie rzeczy, o cierpieniu, o tym, co było przed nami, i co będzie po nas?

Wydaje nam się, że mamy plan, ale go nie mamy, wydaje nam się, że wiemy co dla nas dobre, ale pracujemy, aby to dobre zniszczyć.

Często jedyną naszą troską jest nieruchome tkwienie w czterech ścianach naszego domu, nawet jeśli stał się on nudny i pozbawiony wszelkiego smaku.

Boimy się przygody, nowości, tajemnicy. Gdyby to od nas zależało, prosilibyśmy Boga, aby pozostawił nas na zawsze tutaj, podczas gdy nasze szczęście jest przecież tam.

Prosilibyśmy Go, aby nigdy nie było cierpienia, a przecież cierpienie jest naszym autentycznym dobrem. Nie wiemy nic, lub prawie nic, o naszym wieczystym przeznaczeniu, i jesteśmy jakże przyzwyczajeni i ogarnięci tym, co uważamy za nasze dobro. Zachłanni i dobrze sytuowani sądzimy, że jedynym złem tego świata jest głód, a przybici cierpieniem i trudnościami myślimy, że jedyną sprawą wymagającą rozwiązania jest problem chleba i higieny Trzeciego Świata. Z pewnością są to trudne sprawy, wymagające rozwiązania. Ale nie zauważamy, że o wiele bardziej nieszczęśliwi są bogaci, umierający z nudów i narkotyków w swych posiadłościach, duszący się pod górą własnego bogactwa i własnego egoizmu. Brakuje nam właściwej perspektywy, która nie wykrzywiałaby obrazu naszego życia.

Bo my w gruncie rzeczy wierzymy, że naszym domem jest ziemia i że śmierć, która nas stąd zabiera, jest pomyłką. Rzeczywistość zaś jest dokładnie odwrotna i nie ma sensu usiłować ją zmienić. Ziemia, czy nam się to podoba, czy nie, nie jest ostateczna, i pewnego dnia odkryjemy, że śmierć była naszą wielką i inteligentną przyjaciółką. Czyż nie tak?

Taka jest rzeczywistość, taka jest tajemnica, jedyna i niezmierzona, w której jesteśmy pogrążeni. I nie ma potrzeby szarpać się, uskarżać, marzyć o zmianie: jest tak, jak jest.

Żyjemy zdani na przypadek, na prowizoryczność, pogrążeni w ewolucji dziejów, a znakiem tego jest towarzyszący nam bezustannie niepokój. Jesteśmy, jak już mówiłem, w łonie, które nas urodzi, a nie jest to wygodna pozycja pozwalająca zobaczyć twarz tego, do kogo to łono należy. Trzeba zaufać, trzeba wierzyć, trzeba mieć nadzieję, trzeba przyjąć...

Chodzi w gruncie rzeczy o cierpliwość, bo, jak mówi Pismo: ,, Cierpliwością zdobędziecie wasze dusze".

Zresztą - najwyższy czas to powiedzieć - gdyby ta ziemia była kresem stworzenia, to doprawdy byłoby za co zganić Boga i jako stwórcy dać mu dyplom niekompetencji.

Nie wiem zbyt wiele, ale wystarczająco dużo, aby nie być zadowolonym z tego, co mnie otacza i, co gorsza, z tego, co tkwi we mnie samym.

Nie, to być nie może, byłby to wielki zamęt i skandal. Kto pojąłby śmierć, gdyby ziemia była moim domem, a ja zostałbym nagle zabrany daleko od niej? Kto nie złorzeczyłby widząc cierpienia niewinnych, represje tyranów, klęski spowodowane przez wrogą naturę?

Niektórzy, powodowani może chęcią uchronienia Boga przed odpowiedzialnością lub ogarnięci nieuleczalnym optymizmem, powiadają: ,,Tak, to prawda, sprawy nie mają się dobrze, ale dobra wola nas wszystkich może sprawić, że pójdą lepiej; może nasi lekarze zwyciężą śmierć i z pewnością nie będzie już głodujących, a za pomocą techniki zbudujemy lepszy świat, w którym łatwiej będzie żyć."

Ale oto w najlepszym momencie trzęsienie ziemi obraca w perzynę całe miasta, a susza niszczy wysiłek milionów biedaków i bilans wielu rządów. Czyli coś tu wyraźnie nie funkcjonuje jak należy i oto w naszych sercach lęgnie się zwątpienie co do skuteczności działania i dobroci Boga.

Nie, bracia moi, to Hiob ma rację: ,,Bóg dał, Bóg wziął, niech będzie błogosławione Imię Boże". I rację ma prorokini Anna kiedy mówi: ,,To Pan daje śmierć i życie, wtrąca do Szeolu i zeń wyprowadza. Pan uboży i wzbogaca, poniża i wywyższa" (l Sm 2,6-7).

Bóg nie jest taką bezpieczną osłoną, jak sądziliśmy w naszej wierze sprowadzonej do wymiarów naszego domu, lecz jest Bogiem surowym, który, aby uleczyć moją duszę, zdolny jest zmieść mnie na pył, zaś aby wyleczyć lud z pogaństwa, zdolny jest skazać go na wygnanie, na głód, na ubóstwo.

Bóg daje i Bóg odbiera, oto prawda trudna do przełknięcia dla tego, kto przyzwyczaił się do Boga uzdrowiciela działającego jak piorunochron lub do małostkowego kabotyństwa teologii dojrzewającej w sanktuarium doznanych łask, troszczącej się jedynie o racjonalne wyjaśnienie tajemnicy i występującej zawsze w obronie tego Boga, który wysyła cię do szpitala lub sprowadza bezrobocie.

Bóg nie potrzebuje wcale obrony ze strony naszego teologicznego zadęcia! Zbyteczne jest usiłowanie usprawiedliwiania Boga wobec tajemnicy rzeczy, które nie dzieją się tak, jak byśmy tego chcieli. Przypisywanie wszystkich win Adamowi to strata czasu. On i tak nas nie słucha. Czy nam się to podoba czy nie, jest to częścią Boskiej tajemnicy; oto Bóg daje i odbiera, i dopóki nie zaczniemy Jemu przypisywać - jak to czyni Hiob i Biblia - zarówno dobra jak i zła, nie pogrążając się w przewrotnej kazuistyce, aby uciec od tajemnicy, dopóty nie zdołamy wyznać najgłębszego aktu naszej wiary. Dopóki będziemy skłonni zło i cierpienia, jakie ono niesie, przypisywać tylko podłym ludziom, nauczymy się jedynie nienawidzić i pragnąć ich zniszczenia, jak to czynił marksizm.

Marksizm jest złem właśnie dlatego, że jest totalną negacją transcendencji i w swojej konstrukcji świata wyklucza działanie innych czynników poza ludzkim. Marksizm zdołał wtargnąć do krwi współczesnego chrześcijaństwa. I to nie dlatego, że są chrześcijanie skuszeni organizowaniem partyzantki i akceptacją przemocy, lecz dlatego, że za sprawą marksizmu wsączyła się w nich swoim jadem bardziej wyrafinowana trucizna.

,,Nie proście o chleb Boga, żądajcie chleba od rządzących, od ekspertów, z magazynów. Cóż Bóg ma wspólnego z uprawą pól, z użyźnianiem ziemi, z nawozami?"

Oni stali się ,,sprytni", ,,nowocześni", wolni od sacrum, które przypisywało jakąś moc wodzie święconej w dzień procesji czy modlitwie nierozumnej kobiety.

Opuścili świat tajemnicy i nie potrafią już odmawiać żarliwego Ojcze nasz, bo już nie wierzą, że Bóg chciałby się mieszać w ludzkie błahostki takie, jak na przykład zbiór zboża.

Oni zastąpili Ojcze nasz słowami bardziej zdroworozsądkowymi, zaś ekspertom przypisali władzę o wiele większą niż mają w rzeczywistości.

Dajcie nam WY chleba naszego powszedniego. Tylko, że nie zawsze im się to udaje i wtedy gmatwają się jeszcze bardziej.

Medytacja

Mt 6,25-34

› Wyobraź sobie, że... (chyba nie będzie to zbyt trudne) ...masz nie zapłacone rachunki, jeszcze daleko do wypłaty i nie bardzo masz od kogo pożyczyć. W portfelu pusto, a lodówka świeci pustkami.

Teraz przeczytaj jeszcze raz powyższy fragment. Jakie uczucia się w tobie rodzą? Co myślisz o słowach Jezusa?

› W poprzednim fragmencie (Spotkanie 1) i w obecnym użyte jest słowo „troski”, „troszczyć się”. W języku greckim użyte jest słowo: „merimnao” = martwić się, niepokoić się, które opisuje stan duszy przepełnionej lękiem o przyszłość i w której z tego powodu nie ma pokoju.

Pomyśl o swoim martwieniu się z powodu... Rozważaj jaki niepokój wnosi to w twoje serce.

› Jezus mówi, że twoje życie (gr. „psyche”) znaczy więcej niż, jedzenie czy odzienie. Co chciał ci przez to powiedzieć, na co zwrócić uwagę?

› Jak przyjmujesz obietnicę Pana o zatroskaniu Ojca o twoje potrzeby? Jakie uczucia i myśli się w tobie rodzą?

Spotkanie w grupach

› Podziel się twoimi zmartwieniami ostatniego czasu.

› Czy medytacja którą przeprowadziłeś była jakąś pomocą w twoich zmartwieniach? Jaką?

› Jakie owoce powodują w twojej duszy zmartwienia? Jak je przeżywasz? Co odczuwasz?

› Jak sobie z nimi radzisz? Co z nimi robisz?

› Podziel się sytuacjami w których zaufanie Panu przywróciło ci pokój w twoich zmartwieniach. Jak również sytuacjami w których zamiast iść z nimi do Jezusa poddałeś się lękowi.

› Może przeżywałeś lub przeżywasz czas całkowitego poddania się troskom, zmartwieniom i one zajmują cię prawie całkowicie? Możesz o tym opowiedzieć?

› Jak myślisz, co jest przyczyną dla której powyższy fragment ewangelii nie staje się (lub staje się w niewielkim stopniu) zasadą naszego życia? Dlaczego mimo wszystko poddajemy się (ty poddajesz się) lękowi? Co można z tym zrobić?

› Podziel się refleksją z lektury C.Caretto.