Ja jestem
zmęczony, ty jesteś zmęczony, on jest zmęczony, my jesteśmy zmęczeni,
wy jesteście zmęczeni, oni są zmęczeni, ja padam z nóg, ty zasypiasz
na stojąco, on jest na skraju wytrzymałości, my tak dalej nie pociągniemy,
wam się już niczego nie chce, oni nie mają na nic ochoty. I co ja
tutaj robię? Ja wszystko tutaj robię... Czy ja mam etat w tej wspólnocie?
Ach, mieć trochę wolnego czasu. Kwadrans odpoczynku... Ja jestem tak
zmęczony, że nawet właściwie nie wiem, czy jestem zmęczony... Gdyby
doba miała trzydzieści godzin i gdyby mnie sklonowano, to i tak nie
podołam... Przychodzi isza do lekarza, a lekarz też zmęczony... Epidemia
zmęczenia chronicznego zatacza coraz szersze kręgi...
Przychodzi
zmęczona isza do lekarza, a lekarz (też zmęczony) odpowiada: Zmęczenie?
Stan naturalny, któż go nie doświadczał... Zmęczenie... możliwe, stan
naturalny, jednak... to wcale nie oznacza, iż winniśmy się z nim pogodzić,
licząc, że kiedyś wreszcie porządnie odpoczniemy. Pozwolę sobie na
stwierdzenie, iż dla chrześcijanina zmęczenie jest po to, aby je pokonać!
Dlaczego? Z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że widok wyczerpanego
chrześcijanina to widok antyewangelizacyjny. Któż uwierzy, iż ów człowiek
z podkrążonymi oczyma, blady, niewyspany, nerwowy, roztrzęsiony, roztrzepany
tak naprawdę przepełniony jest wewnętrznym entuzjazmem i zapałem,
a pozory mylą... Trudno też pominąć fakt, iż wirus zmęczenia we wspólnocie
łatwo przenosi się z osobnika na osobnika, zarażając coraz to nowe
jednostki. Wreszcie - doświadczenie zmęczenia, choć nieuniknione na
pewnym etapie rozwoju wspólnoty, stanowić może objaw różnorodnych
stanów wewnętrznych, podobnie, jak na przykład wysypka lub gorączka
jest symptomem wielu chorób. Nie łudźmy się, że każdy z nas przeżywa
“noc ciemną zmysłów” (co byłoby niewątpliwie niezwykle chwalebne!).
Poniższe rozważania są próbą nazwania kilku najbardziej typowych mutacji
wirusa zmęczenia.
Zmęczenie
weteranów
Osobnicy
należący do tej grupy mogą powiedzieć o sobie, że z niejednego pieca
(rekolekcyjnego) chleb jedli. Zdecydowanie opowiedzieli się za Jezusem
i odczuli wszystkie konsekwencje tego wyboru. Doskonale pamiętają,
a niekiedy z rozrzewnieniem wspominają modlitwy wstawiennicze do drugie
w nocy i odkrywanie charyzmatów. Wydaje się, iż już nic nie jest w
stanie ich zaskoczyć, obecnie dostrzegają owoce swojej pracy ewangelizacyjnej.
Po wielu latach nadeszła stabilizacja, czas spokoju, wytchnienia...
Daje również znać o sobie zmęczenie fizyczne, spowodowane wieloletnim,
autentycznym zaangażowaniem we wspólnocie.
Myślę,
że podobne odczucia mieli uczniowie, kiedy zasypiali w ogrodzie Getsemani;
już trzy lata towarzyszyli Jezusowi, słuchali Jego słów, widzieli
działanie Bożej Mocy. Przez ten czas wielokrotnie spotykali się wreszcie
z niezrozumieniem, odrzuceniem. Czyż dla nich tryumfalny wjazd Jezusa
do Jerozolimy nie był zakończeniem pewnego etapu w życiu, a pełnieniem
obietnic Pana? I nagle nastąpiły niezrozumiałe wydarzenia Ostatniej
Wieczerzy. Wydarzenia, których nie mieli już siły rozważać: byli po
prostu zmęczeni... Kiedy Jezus, wstał od modlitwy, zastawszy Piotra,
Jakuba i Jana śpiących, skierował do nich znamienne słowa: “Czuwajcie
i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy,
ale ciało słabe.” (Mt 26,41).
Jezus
ukazał zależność pomiędzy dwiema rzeczywistościami, które z reguły
wolimy traktować oddzielnie. Są to:
Zmęczenie
i walka duchowa
Zbyt
często dajemy sobie wmówić, że będąc zmęczonymi, zasługujemy na “urlop”
od modlitwy i walki duchowej. (Czy egoistycznie sądzimy, iż skoro
nam niczego się już nie chce, to również kusiciel nie ma sił, aby
podsuwać nam grzech?) Jak ukazuje Biblia - jest wręcz odwrotnie. Chrystus,
który wzywał słabych uczniów do modlitwy, znał dobrze taktykę złego
ducha - tę taktykę szatan usiłował stosować już na pustyni: przystąpił
do kuszenia wtedy, kiedy Jezus był już wyczerpany czterdziestodniowym
postem. Diabeł zwodził, ukazując pragnienia naturalne dla każdego
zwykłego człowieka.
Zmęczenie
i walka duchowa idą ze sobą w parze i obecnie, przy czym mamy tu do
czynienia z zależnością obustronną: walka duchowa wzmaga zmęczenie,
ale również zmęczenie nasila walkę duchową. To wtedy, gdy nasze ciało
domaga się odpoczynku, łatwiej ulec własnym zachciankom, negatywnym
nastrojom, emocjom. Ta sytuacja ma jednak i pozytywny aspekt: objawia
nam prawdę o sobie: znużenie; nie silimy się na udawanie miłych, grzecznych,
uczynnych i pobożnych. Dają znać o sobie tłumione dotąd pragnienia:
okazuje się, że zamiast przychodzić na spotkania, wolelibyśmy spędzić
miłe popołudnie w domu, itp. Sądzę, iż nierzadko pokusa przybiera
bardziej subtelne formy, chociaż u jej podstaw leży zawsze własny
egoizm. W przegrzanym z przepracowania mózgu pojawiają się myśli,
że właściwie nasza posługa jest bezowocna, że gdyby czas poświęcony
wspólnocie przeznaczyć na odpoczynek, efekt byłby lepszy... itp. Łatwiej
przychodzi wtedy za zmęczenie obwiniać wspólnotę, która wymaga zaangażowania,
wierząc jednocześnie, iż zabiegi o zapewnienie sobie przyzwoitej egzystencji
nie są aż tak wyczerpujące.
Rodzajem
pokusy są także wszelkie pozorne próby radzenia sobie że zmęczeniem,
na przykład poprzez ciągłe uciekanie w jakieś rozrywki lub też wymyślanie
spektakularnych sposobów przezwyciężania zniechęcenia (“czujemy się
źle, więc zróbmy coś wspaniałego, udowodnijmy, że stać nas na dużo).
W takich momentach zaspokojenie siebie staje się ważniejsze niż wypełniania
Bożego planu.. Ostrzeżenie przed uleganiem zmęczeniu jest przykład
Ezawa, który “wróciwszy znużony z pola” (Rdz 25,29) swe pierworództwo
odstąpił za miskę soczewicy. Oby nie okazało się, że skoncentrowani
na zaspokajaniu własnych potrzeb, pozwoliliśmy, aby wykradziono nam
doświadczenie Bożego Synostwa! Stąd wielka potrzeba modlitwy, nawet
wtedy, kiedy nie mamy na to ochoty.
Zmęczenie
– wezwanie do nawrócenia
Niektórzy
chrześcijanie uważają, że nie mogą się nawrócić, gdyż czują się bardzo
zmęczeni codzienną bieganiną, mają kłopoty i zmartwienia. Niestety,
sytuacja nierzadko jest odwrotna: chrześcijanin czuje się znużony,
gdyż ... się nie nawraca. Pragnie swe problemy rozwiązywać sam. Zwodnicze
jest tu bierne czekanie na rekolekcje, specjalne duchowe wzmocnienie.
Zmęczenie z powodu oporu wobec łaski Bożej ma bowiem tę charakterystyczna
cechę, że nie przezwyciężone, nasila się i pogłębia.
Prorok
Jonasz, gdy nie zgodził się na wypełnienie planu Boga, smacznie spał
na pokładzie okrętu zagrożonego rozbiciem. Ta reakcja z pewnością
odbierana jest jako co najmniej zagadkowa. Obawiam się jednak, że
wielu znających historię Jonasza zachowuje się podobnie: ich sposób
ucieczki przed wolą Bożą to ... zmęczenie. Stanowi ono wygodny pretekst
do tego, aby nie zastanawiać się nad swym życiem, nie podejmować trudnych
decyzji. Jak ewangeliczna Marta potrafimy podejmować służbę “dla Jezusa”
- uczestniczyć w różnych akcjach, wyrabiać dwieście procent normy,
tylko ... brak tu chęci zasłuchania w Jego Słowo. Z pewnością u źródeł
takich zachowań tkwi lęk przed tym, że Bóg żąda czegoś, czego nie
potrafimy spełnić. Aktywiści biorą więc na siebie więcej obowiązków
niż oczekiwałby tego od nich Jezus, co oczywiście nie przynosi spodziewanej
satysfakcji. A Jezus pragnie tylko jednego: abyśmy z ochotnym sercem
pełnili Jego wolę.
Odczucie
wyczerpania wiąże się także z chęcią zabezpieczenia własnej egzystencji
- a zatem mamy tu do czynienia z brakiem zaufania wobec Bożych planów.
Nic dziwnego - świat lansuje ludzi, którzy inwestują w przyszłość;
bardzo łatwo ulec lękowi o dobra materialne. Jezus proponuje zupełnie
niekonwencjonalny sposób przezwyciężenia tego stanu:
“Przyjdźcie
do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was
pokrzepię. Weźcie Moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo
jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”.
(Mt 11,28-29)
Jeśli
czujemy się sfrustrowani codzienną bieganiną, zastanówmy się, czy
przyczyną zniechęcenia rodzącego się w naszych sercach nie jest własna
ambicja i egoizm.
Jezus
pragnie wyzwalać nas z obciążenia serca wywołanego lękiem. Drogą ku
uzdrowieniu jest zaufanie - jeśli jej nie wybierzemy, Bóg nie może
nam błogosławić! Nie bez powodu mówi Izajasz:
“...lecz
ci, co zaufali Panu, odzyskują siły,
otrzymują
skrzydła jak orły:
biegną
bez zmęczenia,
bez znużenia
idą”. (Iz 40,31)
Nie musimy
się zatem zamartwiać, że służba Panu rodzi zmęczenie. Bóg nie chce,
abyśmy byli zmęczennikami.
Ciągłe
poczucie wyczerpania posługą we wspólnocie musi również nakłonić nas
do zapytania o motywacje jej podjęcia. Nierzadko doświadczamy “wypalenia”
w miejscach nie poddanych Bogu lub skażonych grzechem. Czymś, co nie
pozwala nam zregenerować siły, jest między innymi nieprzebaczenie
braciom i siostrom ze wspólnoty.
Zmęczenie
... Próżno byłoby liczyć, że jako Boże Dzieci nie doświadczymy tego
stanu. Co więcej - gdybyśmy zawsze tryskali energią, mogłoby się okazać,
iż nie wkładamy wiele serca w naszą służbę Panu, dbając przede wszystkim
o to, aby się nie przemęczyć. Zmęczenie - znak obumierania czegoś
w naszym wnętrzu. Pozostaje tylko życzyć, aby to obumierał nasz egoizm.
Gorzej, gdy znużenie stanowi sygnał braku w naszym życiu ożywczego
tchnienia Ducha!
Jeśli
pomimo wiernego trwania przy Bogu nie mamy już nowych pomysłów, sił,
radości - uwielbiajmy Go! On w każdej chwili zdolny jest dać nam moc,
która “w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9).
Zmęczenie...
może zatem być pożyteczne, bowiem uświadamia, iż swój największy skarb
“przechowujemy w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna
moc, a nie z nas.” (2 Kor 4,7).
W przezwyciężaniu
zmęczenia niech pomoże nam fakt, że nie będzie ono trwać wiecznie,
przeciwnie - w życiu wiecznym już męczyć się nie będziemy.
Medytacja
Mt 11,25-30