Świadectwa

Już od 15 lat sama wychowuję córkę. Życie na, które zdecydowałam się, nie jest łatwe. Może, gdybym w którymś momencie zdecydowała się na założenie nowej rodziny, moje życie ułożyło by się inaczej. Może była bym szczęśliwsza. Jednak decyzję swoją podjęłam świadomie. Jezus Chrystus jest dla mnie Panem i Zbawicielem, i to dla Niego podjęłam taką decyzję. Nie mogła bym żyć w związku niesakramentalnym, pozbawiona możliwości przyjmowania Jezusa w Eucharystii. On jest dla mnie Oblubieńcem i z Niego czerpię siłę do zmagania się z codziennością. Bóg postawił na mojej drodze ludzi ze wspólnoty, dał mi nowych przyjaciół. Mam nadzieję, że i do mnie odnoszą się Jego słowa:
"Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla Królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym - życia wiecznego."(Łk 18,29-30)

Ilona


Moje małżeństwo skończyło się po 4 latach. Rozwiodłam się, wychowałam syna. Żyłam "pełnią życia" - tak by powiedzieli ludzie. Ale Bóg mnie odnalazł i pozwoliłam się poprowadzić. A On dał mi poznać cierpienie, odrzucenie... i poranioną, zawiedzioną skierował do wspólnoty (kilkanaście lat temu). Na nowo zaczęłam się uczyć zaufania, miłości przebaczenia, akceptacji drugiego człowieka z jego zaletami i wadami. Wspólnota to różni ludzie, bo różne mamy charaktery i różne problemy. Nie jest łatwo i wciąż na nowo staję do rozprawy z moimi uczuciami. Ale trwamy razem. Dzielimy się trudnościami, bo tylko dźwigając wspólnie nasze krzyże będziemy stanowić wspólnotę. Wspólnota to także służba, to dzielenie się wszystkim co posiadam a przede wszystkim miłością - nie licząc na odwzajemnienie. Daję bo kocham. Miłość zwycięża wszystko, ale potrzeba pragnienia bycia razem i przebaczania. Potrzeba podania ręki. A we wszystkim tym jest Jezus, to On nas łączy i prowadzi.
Kocham moją wspólnotę!

Ela


Do dzisiaj jestem wdzięczna Panu Bogu, że otrzymałam dar, którym jest wspólnota. W niej odnalazłam prawdę o sobie. Decydując się na drogę we wspólnocie chciałam zamknąć beztroski rozdział dotychczasowego życia, miałam pragnienie poznania Boga. Stało się to 13lat temu. Jestem matką, która samotnie wychowała dwoje (teraz już dorosłych) dzieci. Nigdy nie miałam męża. Wejście do wspólnoty oznaczało pójście za Panem Bogiem i pociągało wiele bardzo konkretnych zmian w dotychczasowym sposobie mojego życia. We wspólnocie odrodziłam się na nowo, czuję się bezpiecznie i mam świadomość własnej tożsamości. Jest ona dla mnie miejscem spotkania się z Bogiem i człowiekiem. Nauczyłam się modlić, rozmawiać z Bogiem, przyjmować innych takich, jacy są. Jest to dla mnie miejsce nieustannego formowania się, wzrostu duchowego. Zostałam tak obdarowana, że teraz tam gdzie jestem daję sobą świadectwo, że Jezus żyje, że kocha każdego i nie trzeba na tę miłość zasługiwać. Wspólnota to świętowanie ale też konkretne wymagania jakie stawia Bóg. Oprócz dawania siebie innym wspólnota uczy mnie godzić się na to, by inni poczuli się odpowiedzialni za mnie, by mnie wspierali, kochali, zgodzić się na stworzenie więzi wzajemnej zależności. Jest to trudne wymaganie gdyż zmusza mnie do ukazania własnych słabości. Odkrywam nieustannie prawdę o sobie, coraz bardziej widzę moją nędzę i wiem, że jest mi potrzebny Bóg i drugi człowiek. Jestem przekonana, że tutaj jest moje miejsce. Jest to miejsce radości ,miłości, zaczynania od nowa, przebaczania. Uczę się budowania relacji z trudnymi dla mnie osobami.
Ważne jest też to, że wchodząc we wspólnotę miałam jej idealny obraz. Rzeczywistość okazała się inna. Nie ma idealnych wspólnot, ponieważ tworzą je ludzie słabi. Takich właśnie Pan powołuje. I tylko wspólny cel, modlitwa i akceptacja inności pomogła mi wytrwać w mojej wspólnocie. Przeżyłam wiele trudnych chwil i doświadczeń ale pozostałam wierna i było warto...

Ewa


"Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona : Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów. A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać."

Łk 5,4-6

Dwa lata temu byłam jak Szymon po nieudanym połowie - zniechęcona, rozczarowana, z pustką w sercu. Wiele lat zaangażowania w Ruchu Światło-Życie i nagle stanęłam przed faktem - pracowaliśmy przez te wszystkie lata i niceśmy nie ułowili. Cały ten nasz trud nie przyniósł owocu. Moja wspólnota przestała istnieć. A przecież byłam pewna (weryfikowałam w końcu to przekonanie przez tyle lat), że charyzmat światło-życie jest moim charyzmatem, że to jest moje miejsce w Kościele na całe życie. Nie wyobrażałam sobie jak żyć dalej tym charyzmatem bez wspólnoty. Stałam więc bezradnie na brzegu i wtedy usłyszałam, tak jak Szymon: Wypłyń na głębię i zarzuć sieci na połów.
Zupełnie bez przekonania pojechałam na swoje pierwsze od bardzo dawna rekolekcje, na których miałam być po prostu uczestnikiem, rekolekcje prowadzone przez Wspólnotę Emmanuel, do której (uczciwie muszę przyznać) byłam uprzedzona. I w zasadzie raczej oczekiwałam, że ten wyjazd będzie mnie kosztował wiele wysiłku nie przynosząc nic w zamian. A już na pewno nie liczyłam na obfitość, jaką otrzymałam.
Spotkałam we Wspólnocie ludzi, którzy stawiają sobie konkretne wymagania, są wierni charyzmatowi bo nie zgodzili się ze stwierdzeniem, że wymagania w Ruchu dotyczą młodzieży, co najwyżej studiującej - bo potem praca zawodowa, obowiązki człowieka dorosłego, rodzina mogą przesłonić wszystko inne. I to mnie w nich zafascynowało i równocześnie zawstydziło, bo moje dotychczasowe trwanie wychodziło bardzo blado na ich tle. Ich świadectwo obudziło we mnie na nowo nadzieję, że jest jeszcze coś przede mną, że jest jakaś głębia, na którą warto wypłynšć. Uwierzyłam, że jest wiele miejsc, gdzie można łowić ludzi dla Pana i że te połowy mogą być obfite, gdy łowi się tam, gdzie Pan wskaże.
Przez kolejny rok wrastałam coraz mocniej we Wspólnotę Emmanuel ale wciąż mówiłam: Oni. Gdy po raz pierwszy powiedziałam: moja wspólnota - moje własne słowa bardzo mnie zaskoczyły. Miejsce tak kiedyś mi obce stało się moim. Ale tak właśnie jest. To jest Moja Wspólnota, gdzie mam swoje miejsce, gdzie czuję, że jestem potrzebna i której sama bardzo potrzebuję. Miejsce, do przyjęcia którego przygotowywało mnie moje poprzednie miejsce wzrostu - młodzieżowa wspólnota, która wprawdzie nie dała Kościołowi "Ryb" ale całym sercem starała się uformować "Rybaków".
Tyle co przyzwyczaiłam się do myślenia o Wspólnocie Emmanuel - Moja Wspólnota, gdy usłyszałam: Wypłyń jeszcze głębiej. Poszukaj swojego miejsca w sercu tej Wspólnoty.
Chciałam, bardzo chciałam być tam głębiej, gdzie już na poważnie ślubuje się Panu wierność Zobowiązaniom - ale stchórzyłam. Przegrałam jedną potyczkę o wierność i wycofałam się w ogóle z walki. Ale Pan znów się o mnie upomniał. Wobec Jego wierności raz wypowiedzianemu zaproszeniu nie chcę już dłużej uciekać. Proszę przyjmij Panie moje zobowiązanie do bycia wierną Tobie i Mojej Wspólnocie. Amen.

Ilona

do góry